Przed Świętami wiele polskich gospodyń zaopatruje się w spore ilości jaj. Taką mamy tradycję, aby na wielkanocnym stole było ich jak najwięcej. Jednak w tym roku jest z tym problem: szokujące ceny. Ponad 100% wzrost cen zasmuci wiele osób, które będą zastanawiać się dlaczego tak jest. Przyjrzymy się problemowi.
Popularną przyczyną podawaną z ust do ust jest to, że hodowcy podnieśli ceny aby odbić sobie koszt dostosowania wielkości i jakości kurzych klatek do nowych dyrektyw unijnych. To jest częściowo prawda ale w pewnej mierze jest to plotka. Za tą plotką idzie od razu myśl: dlaczego ceny wzrosły o 100% a w niektórych krajach nawet więcej (Czesi podobno przyjeżdżają do Polski kupować nasze jaja, bo u nich podwyżki są jeszcze o połowę większe) skoro nowe klatki raczej nie kosztują 2 razy więcej niż stare? Na pewno ci wstrętni hodowcy wykorzystali okazję do spekulacyjnego podniesienia cen...
Gdyby to była prawda to byłoby naprawdę pół biedy... Jeśli ceny są podbijane spekulacyjnie to zwykle na krótką metę i mają tendencję szybkiego powrotu do rozsądnych poziomów. Jednak kury to nie ropa naftowa i prawda jest trochę bardziej skomplikowana. Spróbuję wytłumaczyć to najprościej jak się da.
W dużym sektorze gospodarki działa zwykle wiele firm - wielu producentów. Jedni osiągają większą dochodowość, inni trochę mniejszą. Wielu balansuje na granicy opłacalności. Na przykład jeśli średnio na każde wydane 100zł hodowca dostaje 110zł to średnia dochodowość branży to 10%. Ale to tylko średnia i może oznaczać, że jeden przedsiębiorca ma zwrot 1% a drugi 19%. Jeżeli teraz decyzją administracyjną sprawimy, że każdy hodowca, na każde 100zł kosztów będzie miał ich dodatkowe 5zł to część z nich (spora) znajdzie się "pod kreską". Alternatywą jest dla nich albo likwidacja biznesu albo podniesienie cen. Ale... Wprawdzie stronę produkcyjną wzięli na postronek brukselscy socjaliści, lecz sprzedaż jaj nadal odbywa się na wolnym rynku stąd istnieje nadal spora presja na to aby ceny jaj jednak NIE ROSŁY (presję nadają konsumenci a poddają się jej w pierwszej kolejności głównie ci z pośród hodowców, którzy do tej pory mieli większą dochodowość). Efektem tego jest bankructwo części hodowców lub wycofywanie się z biznesu co bardziej racjonalnych na chwilę przed bankructwem. W końcu kto ma ochotę na prowadzenie niedochodowego biznesu? Ma się dokładać do produkcji jaj tylko dlatego że społeczeństwo ich potrzebuje? Nie jest przecież niczyim niewolnikiem. Likwiduje więc hodowlę póki czas i zajmuje się np. hodowlą jedwabników licząc że przez jakiś czas rząd nie posunie się do kontrolowania wielkości ... no tego w czym trzyma się te jedwabniki :-)
I faktycznie. Okazuje się, że w 2012 roku wielkość stad w różnych krajach Unii spadła od 20 do 30% (Czechy!) w stosunku do lat ubiegłych. Wiele kur poszło pewnie pod nóż, sprawdziło się więc to co niektórzy mówili, że luksusowe klatki dostaną tylko te kury, którym uda się przeżyć... No ale nawet jeśli hodowcy wypuściliby je do lasów, to nie zmienia to faktu, że produkcja jaj dramatycznie spadła. I co się stało dalej? Pisałem, że sprzedaż jaj odbywa się nadal metodami kapitalistycznymi. A w takich okolicznościach gdy 100 osób chce kupić jaja a jest ich tylko dla 70 klientów, to jest tylko jedno wyjście: cena jaj pójdzie w górę. A o ile? Czy o 30%? NIE! Wzrośnie ona do poziomu jaki jest w stanie zaakceptować 70% kupujących. W tym przypadku ponieważ społeczeństwo mocno pragnie jaj (szczególnie przed Świętami) i jest w stanie znieść dużo, to cena może podnieść się w górę WIELOKROTNIE. I NIE MA ŻADNEJ OCZYWISTEJ GÓRNEJ GRANICY WZROSTU CEN. Nie jest to kwestia spekulacji ale zdrowego rozsądku. Każdy z nas mając jajo i kilku chętnych na nie, sprzeda je temu co da za nie najwięcej...
A gdyby nie było okrągłego stołu, gdyby Wałęsa nie
podjeżdżał motorówką przeskakiwał płotu itp... ? Albo gdyby unici postanowili zrobić tym razem dobrze nie tylko kurom, ale także konsumentom? Możemy dość łatwo rozważyć alternatywny scenariusz: co by było gdyby sprzedaż jaj także była opanowana przez socjalistów. Zostałyby wtedy ustalone ceny maksymalne (zróbmy dobrze konsumentom...) co skończyłoby się natychmiastowym wyczyszczeniem jaj ze sklepów. Kto byłby szybki - coś by kupił. Na początku wystarczyłoby być szybkim tylko trochę i znaleźć się w pierwszych 70% kupujących. A potem w jeszcze mniejszej ilości bo producenci, hurtownicy i sklepikarze faktycznie zaczęliby spekulację, tym razem w postaci odłożenia sprzedaży na później, w którym to później mogliby oczekiwać zniesienia cen maksymalnych (np. po Świętach). Ale gdyby ceny zostały ustalone na stałe to następnym krokiem byłaby dalsza systematyczna eksterminacja stad kurzych przez prywatnych producentów oraz dynamiczny rozwój alternatywnego rynku (rząd nazwałby go czarnym intensywnie zwalczając) sprzedającego jaja po cenach 4-5 razy wyższych niż obecnie (kompensacja ryzyka, utrudnień i niskiej podaży). Wkrótce całość produkcji prywatnych hodowców trafiałaby na czarny rynek a oficjalną produkcją jaj musiałyby zająć się państwowe zakłady. Oczywiście wprowadzono by kartki na jaja. W zasadzie jeśli opisuję powyższy scenariusz to chyba tylko dla młodzieży. Starsi znają go z własnych doświadczeń.
Wniosek główny. Jedynym sposobem na to aby jaja były tanie i dobrej jakości jest całkowite i natychmiastowe zniesienie barier i regulacji. Osoby, dla których jakość kurzych klatek stanowi problem mogłyby i powinny kupować jaja u producentów ekologicznych, z wolnego wybiegu itp. Włącznie z namawianiem znajomych i namawianiem do bojkotu w tym poprzez masowe akcje internetowe. Istnieje duża szansa, że docelowo spowodowałoby to znaczną poprawę standardów kurzych klatek. A jeśli nie to znaczy, że społeczeństwa tak naprawdę ten problem nie obchodzi co dowodzi że obecna jakość kurzych klatek jest akceptowalna.
Inne wnioski (młodzież podkreśla w
kajetach wężykiem):
- Spekulacja bardzo często jest odpowiedzią na zaburzenie reguł wolnego rynku przez rządy, jest to jednocześnie odpowiedź powodująca dążenie rynku do korekty zaburzeń.
- Poziom cen rzadko jest związany z realnymi kosztami a często z dynamiką podaży i popytu,
- Próba zanegowania powyższego faktu nie powoduje, że przestaje mieć on miejsce, daje on jednak wtedy efekty uboczne: brak towaru na rynku, powstanie rynku alternatywnego, rozrost spekulacji.
- Zmuszanie ludzi przemocą do określonych zachowań jest mniej efektywne niż użycie bodźców ekonomicznych bądź bojkot.
- Każde, nawet niewielkie podniesienie kosztów prowadzenia działalności związanych z podatkami, regulacjami, płacami minimalnymi, bądź innymi sztucznymi barierami prowadzi do wypadnięcia z działalności części przedsiębiorców bo w każdym ich zbiorze znajdują się osoby na krawędzi rezygnacji z biznesu.
- Wypadanie przedsiębiorców z prowadzenia działalności z powodów działania rządów, kończy się zmniejszeniem konkurencji, nierównowagą podaży i popytu i gwałtownym wzrostem cen.
- Brukselski socjalizm jest daleko głupszy (ale nie gorszy) od sowieckiego, bo ten drugi próbował robić dobrze robotnikom, chłopom i innemu ludowi pracującemu ale jednak ludziom, a brukselski myśli raczej o... robieniu dobrze kurom. I naprawdę (
naprawdę!) powinniśmy się z tego cieszyć, że ich uwaga skupia się na kurach a nie na ludziach.
A poza tym życzę Wesołych Świąt :-D