sobota, 7 sierpnia 2010

Oszczędności cz.1 - Likwidacja KRRiT

Premier nie wie skąd wziąć brakujące w budżecie kilka miliardów polskich nowych złotych. Spróbujmy mu podpowiedzieć... Jest kilka urzędów, których istnienie jest niespecjalnie potrzebne. Ich likwidacja dałaby nie tylko bezpośrednie coroczne zmniejszenie kosztów państwa o ich budżety, ale dodatkowo jednorazowe wpływy z prywatyzacji majątków oraz trudne do oszacowania pozytywne impulsy gospodarcze dzięki zmniejszeniu patologii jakie powoduje działalność tych urzędów. Nawet jeśli każdy z nich wydaje niewielkie jak na państwową skalę pieniądze, to całościowo daje to dość spore sumy. Jako pierwsza pod nóż idzie Krajowa Rada Pasożytów i Bumelantów, przepraszam - Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Budżet KRRiT na rok 2010 zgodnie z źródłem to 12.7mln zł. na wynagrodzenia oraz 7mln zł. na inne cele. Dochody wynikające z opłat za koncesje 4.1mln zł. Nie biorę ich jednak pod uwagę traktując jako wpływ podatkowy. Trudno uznać inaczej, a poza tym poborem tych kwot mogłaby się zajmować w zasadzie jedna osoba w Ministerstwie Skarbu. Niechby nawet kilka osób, nijak to się jednak ma, do zatrudnienia w KRRiT, które w 2010r. wyniesie: 154 etaty. Razem wydatki Rady to roczne uszczuplenie budżetu na kwotę 19.7mln zł.
Majątek KRRiT wynosi obecnie 8.567mln zł. i składają się na niego głównie środki trwałe. Przypuszczalnie w wyniku sprzedaży nie udałoby się uzyskać 100% tej kwoty, ale z pewnością kilka mln zł. mogłoby trafić do budżetu (np. na wypłaty dla emerytów ze starego systemu).

Czy można więc zlikwidować KRRiT? Kwota jaką obciąża ona budżet nie wydaje się duża. Jednak jak mówi przysłowie: ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka. Równie istotny jest patologiczny wpływ tej instytucji na rynek mediów (regulacja tego rynku). Jeśli jest niepotrzebna i można się bez niej obejść, to należy ją czym prędzej zlikwidować. Prześledźmy więc ustawowe cele KRRiT i przeanalizujmy jej potrzebność.
  • Najpoważniejszy bo konstytucyjny: "(art 213 ust. 1 Konstytucji RP ): stanie na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji;" Trudno sobie wyobrazić co ma robić państwowe ciało w celu stania na straży wolności słowa. Dowolne ciało wtrącające się w wolny rynek prędzej będzie ją ograniczać niż wspierać. Takie ciało może nadawać nakazy, wydawać zakazy i ograniczać nadawców. Można sobie co prawda wyobrazić je walczące z monopolem, ale na konkurencyjnym rynku, a szczególnie w dobie popularności internetu i telewizji kablowych (zmniejszenie wpływu naturalnego monopolu jakim są częstotliwości radiowe, o czym będzie jeszcze za chwile) monopole nie są dużym problemem. Jeśli chodzi zaś o interes publiczny, to może zostawmy po prostu ludziom samym dbanie o SWÓJ interes. Interes publiczny różni się bowiem od prywatnego tym, czym dom prywatny od publicznego...
  • "projektowanie w porozumieniu z Prezesem Rady Ministrów kierunku polityki państwowej w dziedzinie radiofonii i telewizji;" - Można by zadać pytanie: dlaczego nie ma specjalnego ciała projektującego kierunek polityki państwowej w dziedzinie produkcji i handlu kapustą? Media to rynek jak każdy inny i politycy NIE POWINNI W NIM MIESZAĆ. Każdy Polak niech wybierze taką telewizję i takie radio jakie podpowie mu jego prywatny interes i nic Prezesowi Rady Ministrów do tego! Czytając takie teksty od razu zaczynam czuć, że tak naprawdę chodzi o propagandę i edukowanie ciemnego ludu: co i dlaczego rząd robi dla jego dobra.
  • "określanie warunków działalności nadawców programów radiowych i telewizyjnych;" Znów absurd. Dlaczego ktoś miałby określać warunki działalności prywatnych firm? Firmy te powinny walczyć o przychylność konsumenta wszelkimi metodami, które nie krzywdzą obywateli. A jeśli to im się przydarzy i naruszą czyjeś dobra? - od tego są sądy. Określanie warunków działania prywatnych przedsiębiorców to typowy dla późnego socjalizmu sposób działania rządów. Nie zlikwidujemy prywaciarzy, bo gołym okiem widać, że pracują lepiej niż państwowe firmy, ale tak ich wytresujemy, żeby tańczyli jak im zagramy. Efektem jest powstanie quasi-wolnego rynku pełnego patologii i pozbawionego prawdziwie wolnej konkurencji.
  • "rozpatrywanie wniosków i podejmowanie rozstrzygnięć w sprawach przyznawania koncesji na rozpowszechnianie programów radiowych i telewizyjnych;" Tu sprawa się trochę komplikuje. Dotyczy bowiem częstotliwości radiowych, których ilość jest skończona, ale może walczyć o nie potencjalnie nieskończona liczba nadawców. Koncesjami powinien zarządzać ich właściciel. Skoro uznajemy, że jest nim państwo, to właściwym wydaje się być Ministerstwo Skarbu, które powinno rozdawać je na drodze licytacji (na zasadzie kto da więcej i powinna być to JEDYNA zasada ich przydzielania). Tutaj dopuszczam istnienie kilku etatów w Ministerstwie Skarbu finansowanych przychodami z tychże licytacji. Tym niemniej można sobie także wyobrazić, że częstotliwości zagarnia ten, kto pierwszy wyemituje w nich swoje programy. Byłaby to sytuacja podobna do zasiedlania ziemi niczyjej na nowo odkrytym kontynencie albo do sytuacji na rynku domen internetowych. A naturalny niedobór częstotliwości z pewnością byłby doskonałym motorem postępu powodując zmianę technologii przez wielu nadawców, np. na telewizję kablową, czy internetową gdzie problem naturalnego monopolu nie występuje.
  • "sprawowanie kontroli nad działalnością nadawców w zakresie określonym ustawą;" Podobnie jak w punkcie dotyczącym warunków ich działania. Tutaj dobitniej: konsument jest jedyną siłą, która powinna mieć wpływ na nadawcę. To ich potrzeby powinny zaspakajać telewizje. Czy naprawdę sądzimy, że rada kilku mędrców wie lepiej co powinno być emitowane w radio czy telewizji od osób, które faktycznie z tych usług korzystają?
  • "organizowanie badań treści i odbioru programów radiowych i telewizyjnych;" Kompletnie nie wiem po co? Chyba po to aby zaprzyjaźnione firmy badawcze mogły zgarnąć trochę "niczyich" pieniążków z budżetu.
  • "określanie wysokości opłat za udzielanie koncesji oraz wpis do rejestru;" - Czy tym naprawdę ktoś musi się zajmować? A nie wystarczy staromodne: kto da więcej? I zysk budżetu także byłby wtedy większy.
  • "opiniowanie projektów aktów ustawodawczych oraz umów międzynarodowych dotyczących radiofonii i telewizji;" Tychże powinno być jak najmniej. Niech o wszystkim decydują konsumenci. A jeśli naprawdę potrzebna jest opinia, to uczestnicy rynku z pewnością zorganizują się i wydadzą taką opinię. W końcu są zainteresowani tym jakie akty prawne zostaną wydane w ich sprawie. A kto może wiedzieć lepiej, czego potrzeba branży? Kilku mędrców z KRRiT?
  • "inicjowanie postępu naukowo - technicznego i kształcenie kadr w dziedzinie radiofonii i telewizji;" O mój Boże! - chciałoby się powiedzieć. Ten akapit nie wymaga chyba komentarza, przepisano go zapewne z jakiejś ustawy z lat 50-tych czy 60-tych... Ciekawe czy Edison wynalazłby żarówkę, gdyby działał wyłącznie inicjowany przez jakąś państwową radę?
  • "współpraca z właściwymi organizacjami i instytucjami w zakresie ochrony praw autorskich, praw wykonawców, praw producentów oraz nadawców programów radiowych i telewizyjnych;" Podobnie jak w przypadku praw konsumentów, producenci i właściciele praw autorskich z pewnością sami skutecznie zadbają o swój interes, w razie czego wykorzystując do tego sądy. Czy naprawdę musimy na to wydawać pieniądze z budżetu?
  • Inne uprawnienia pozaustawowe:
    • "powoływanie rad nadzorczych spółek telewizji publicznej" - a po co komu telewizja publiczna? Nie powinno istnieć takie coś na wolnym rynku.
    • "udzielanie koncesji na nadawanie sygnału RTV" - to już omówiliśmy wyżej przy okazji innego punktu.
    • "podział środków z abonamentu radiowo-telewizyjnego" - czyli paserstwo. Abonament powinien być natychmiast zlikwidowany! Zresztą nie bardzo wiem na co miałyby iść pieniądze z niego gdyby sprywatyzować wszystkie publiczne media i uwolnić rynek.
    • "nakładanie kar pieniężnych na nadawców" - Jeśli nadawca złamie prawo, lub naruszy czyjeś dobra należy go oczywiście ukarać, ale od tego są sądy w Polsce.
Rozebranie zadań KRRiT na czynniki pierwsze pokazuje dobitnie, że wystarczy uwolnić rynek mediów, a nie tylko ciało to stanie się od razu CAŁKOWICIE NIEPOTRZEBNE uwalniając trochę środków w budżecie, ale także spowoduje zmniejszenie ilości patologii na tym rynku.
Na koniec nasuwa mi się myśl: jak to dobrze, że rządy nie traktują jeszcze internetu jako "dobra publicznego", które należy chronić. Jeśli powołają kiedyś Krajową Radę Internetu, to znając jego rozmiary i złożoność musiałaby ona zatrudniać nie 154 osoby, ale co najmniej z 1500...

WNIOSKI: Uwolnić rynek mediów, sprywatyzować tzw. media publiczne, zlikwidować KRRiT. Ewentualny rozdział częstotliwości radiowych zorganizować przy Ministerstwie Skarbu w drodze prostej licytacji.

środa, 4 sierpnia 2010

Historycy nie potrafią liczyć!

A wszystko przez brak obowiązkowej matury z matematyki...

Pewien historyk z wykształcenia powiedział w telewizorze, że podwyżka VATu będzie kosztować przeciętną rodzinę kilkanaście groszy dziennie. Co prawda bez liczenia łatwo przewidzieć, że kilkanaście groszy to zdrożeje... litr paliwa, ale niech tam - sprawdźmy to. Wszak niektórzy z nas potrafią liczyć bo uczyli się matematyki zamiast czyścić kominy...
Niech kilkanaście to będzie 15gr. Miesięcznie to 4.5zł (0.15*30). Powstaje pytanie wg jakiej stawki płacą VAT przeciętni Polacy. Część produktów ma stawki 7% a część 22%. Załóżmy, że Polak połowę wydaje w stawce 7% a połowę w 22%, co daje efektywną stawkę 14.5%. Stawka ma wzrosnąć o jeden punkt procentowy, ale niektóre produkty mają stanieć (część żywności), załóżmy więc, że VAT wzrasta o 0.8 punktu%. Dla stawki 14.5% daje to 0.698% wzrostu ceny (0.008/1.145).
Ile więc wydaje Polak jeśli 4.5zł stanowi 0.698%? Kalkulator mówi mi, że 644zł ---> tyle wg historyka wydaje miesięcznie przeciętna polska rodzina...

Jak porządny uczeń zróbmy sprawdzenie.
Rodzina Kowalskich wydaje 644zł brutto w sklepie. Jeśli efektywna stawka to 14.5% - netto płaci 562.44zł (644/1.145) czyli oddaje państwu 81.56zł. Efektywna stawka 15.3% oznacza 86.05zł podatku, czyli wzrost o 4.49zł CBDO

Skoro przeciętne wynagrodzenie o ile pamiętam przekracza w Polsce 3tys. zł. co na rękę daje w grubym zaokrągleniu coś koło 2000zł to by znaczyło, że ho ho przeciętna rodzina w Polsce (i to taka w której tylko JEDNA osoba pracuje!) odkłada jakieś 2/3 swojej pensji. Polacy są więc narodem niesamowicie oszczędnym i śpią na pieniądzach.
Niestety skądinąd wiadomo, że jest dokładnie na odwrót, gospodarstwa domowe są wręcz zadłużone. Ktoś tu więc albo kłamie, albo nie umie liczyć. Tak czy siak - DO DYMISJI!

piątek, 30 lipca 2010

Gest Kozakiewicza

W dniu jutrzejszym, tj. 31 lipca jest Dzień Skarbowca, czyli święto pracowników Urzędów Skarbowych. W dniu ich święta chciałbym im w ramach prezentu przypomnieć, że dniu dzisiejszym, tj. 30 lipca obchodzimy 30stą rocznicę gestu Kozakiewicza.

Liberalni inaczej

Pomijając spory wokół definicji liberalizmu, który w różnych krajach rozumiany jest różnie, to jednak zazwyczaj, a szczególnie w kulturze europejskiej, liberalizm jest kojarzony wolnorynkowo. Toteż od partii deklarujących swoją liberalność ekonomiczną oczekuje się raczej: obniżek podatków, cięć wydatków rządowych oraz przywilejów socjalnych, likwidację koncesji i zezwoleń, liberalizację prawa podatkowego i inne tego typu posunięcia zwiększające swobodę obrotu gospodarczego. W kraju nad Wisłą sprawni umysłowo inaczej "liberałowie" pokazują nam, że wszystko jest możliwe...

Od czasu wygranych wyborów rząd PO wprowadził już wiele antyliberalnych projektów, o których szkoda pisać. Różnie to argumentowano, no cóż, na chwilę zapomnijmy o tym. Teraz po wyborze Komorowskiego na prezydenta, gdy nic już nie blokuje rządu, miało nastąpić prawdziwe przyśpieszenie. I nastąpiło, tyle że jego kierunek zwala z nóg dawny elektorat PO. Praktycznie nie ma dnia, żeby "liberały" z PO nie wymyśliły czegoś ciekawego. Oto przegląd prasy z dnia dzisiejszego (!):
  • Leki refundowane mają zostać objęte specjalnym podatkiem. A dokładniej mówiąc kwota refundowana. Rządowi nie spodobało się to, że bezczelne firmy farmaceutyczne zarabiają na tych lekach. A przecież rząd tak się stara refundując część ich ceny a te wredne pijawki tego nie doceniają (np. lek kosztuje 100zł, rząd refunduje 90zł, firma mając marżę dajmy na to15% pobiera i słusznie15zł, ale choć pacjent i tak płaci 10zł, to premiera boli to, że z 90zł refundacji AŻ 15 zł poszło do kieszeni kapitalistycznego wyzyskiwacza). Skończy się więc... opodatkowaniem tego co i tak wydaje rząd i podniesieniem ceny tychże leków refundowanych (podatki są przerzucalne na konsumenta). Czy mam tłumaczyć, że to absurdalne?
  • Dodatkowy "bonus" do tejże ustawy: apteki dostaną narzucone ceny urzędowe leków. Nie będzie już kart rabatowych, żegnajcie super przeceny, witajcie super zyski aptekarzy. Część branży lobbowała za tym rozwiązaniem nie mogąc wytrzymać konkurencji tańszych aptek. Straci jak zwykle Kowalski. No ale tym razem, to rząd poszedł po całkowicie marksistowskiej linii. Wolny rynek przeszkadza towarzysze? - Chciałoby się zapytać. Pierwszy krok w tę stronę został wykonany. Czy znów skończymy pustymi półkami i kartkami na mięso?
  • Stawka VAT ma zostać podniesiona. Na razie o 1 punkt procentowy do 23 i 8 (na żywność). Tak, dobrze przeczytaliście - jedna z wyższych w Europie stawek VATu ma jeszcze wzrosnąć, co oznacza że wydająca 3tys. zł. rodzina odda miesięcznie rządowi dodatkowe 30zł. Dzięki temu ponoć unikniemy zbyt dużego deficytu budżetowego. Jejku, ale super, mamy naprawdę dobry rząd, tak dba o budżet... Szkoda, że nie o budżet Kowalskiego...
  • Ze względu na unijne wymaganie, by rezerwy paliwowe kraju znajdowały się pod kontrolą niezależnej organizacji (dziś przechowują je obowiązkowo firmy paliwowe: Orlen i Lotos) rząd powołuje nową agencję rządową, która wykupi te rezerwy. Na sfinansowanie tego rząd planuje specjalny podatek: 4 grosze od litra benzyny... Unijna dyrektywa jest jak zwykle głupia, ale sposób jej wykonania i praktyczny efekt dla rządu to majstersztyk. Paliwo nie zmieni miejsca pobytu, co to to nie - nadal będzie leżeć w tych samych zbiornikach co do tej pory. Jednak firmy dostaną za nie ekstra pieniążki, powstaną nowe miejsca pracy dla partyjnych kolegów w nowej agencji, a budżet zostanie zasilony niebagatelną kwotą. W końcu każdy pretekst jest dobry by wyrwać trochę gotówki od tępego ludu. Jeśli nie potraficie inaczej i naprawdę musicie wykupywać to paliwo to może po prostu poszukajcie jakichś oszczędności w budżecie barany. Sięgnąć po cudze pieniądze jest zawsze najłatwiej. Tak to i ja mogę zostać ministrem finansów.
  • Zanosi się na serię kolejnych utrudnień dla przedsiębiorców dotyczących VATu. Po zakupie auta z kratką będzie można tylko 60% VATu zaliczyć do kosztów (i do pewnej sumy maks.), do tej pory było tak dla zwykłych aut, a te z kratką miały 100%. Do tego można pożegnać się z jakimkolwiek odliczeniem VATu za paliwo. Korzystający z leasingu na samochody, będą musieli rejestrować umowy leasingowe w Urzędzie Skarbowym aby cokolwiek zaliczyć do kosztów (niezłe, na to bym nie wpadł). Fiskalizm atakuje na każdym kroku. Po prostu opadają ręce...
 Uff, a to tylko jeden dzień. Wkrótce strach będzie czytać wiadomości w sieci...

środa, 28 lipca 2010

Edukacja

Kiedyś mawiano "Takie będą rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie". Później rządy wzięły sobie to powiedzenie mocno do serca i rozpoczęły masową produkcję tępych, biernych ale wiernych społeczeństw. Przejęcie przez państwo edukacji spowodowało powstanie na tym polu wielu patologii (jak we wszystkim do czego miesza się rząd) oraz powstanie wielu skomplikowanych problemów, które w prywatnym systemie szkolnictwa nie istniały (jak choćby czy ma być religia w szkole czy nie? Co za pytanie, niech jedna szkoła ją wprowadzi, a druga nie i zobaczymy, która lepiej poradzi sobie na wolnym rynku).

Państwowe szkoły produkują półidiotów, którzy wprawdzie znają na pamięć mnóstwo wierszy poetów z przed kilkuset lat, ale nie potrafią zrozumieć ile swoich pieniędzy oddają co miesiąc rządowi. Tacy półidioci są dla władzuchny bardzo użyteczni - na pewno na nią zagłosują niezależnie od stopnia w jakim ta będzie ich łupić. A wszystko w imię szczytnych ideałów, które zapobiegliwie wpajane są uczniom już od najmłodszych lat. Dzięki patetycznym patriotycznym sagom łatwo wmówić baranom, że postrzyżyny są ich patriotycznym obowiązkiem. A że dodatkowe cele zmieniają się co pewien czas? To nie ma znaczenia. Nasi ojcowie uczyli się wierszyków o Stalinie, my o górnikach, a nasze dzieci będą wkuwać strofy sławiące Unię Europejską. Symbole się zmieniają, cel pozostaje ten sam...

Rządowe szkoły (jak wszystko co rządowe) oferują wyjątkowo niski poziom, równając wszystkie dzieci w dół do najgłupszych osobników (wszak trzeba wyrównywać szanse...) zatrudniają często przypadkowe osoby, którym płacą przypadkowe wynagrodzenia. Do grzechów tych placówek należy dodać także tłamszenie indywidualności i faworyzowanie grzecznych, miernych ale pokornych osobników oraz grup. Jest to system, który produkuje osoby niezdolne do funkcjonowania na wolnym rynku, raczej petentów systemów socjalnych i ubogie intelektualnie miernoty. Może właśnie o to chodzi politykom? O społeczeństwo uzależnione od państwa i jego socjalnej jałmużny?

Co więc należy zrobić aby system edukacyjny naprawić? Na początek:
  • Wprowadzić bon edukacyjny. Jest to jedyny rozsądny sposób na wyrównanie SZANS biedniejszej młodzieży. Każde dziecko powinno dostać X zł. (kwota do ustalenia) do wydania na produkty edukacyjne.
  • Istniejące szkoły oddać samorządom lub sprywatyzować.
  • Umożliwić łatwe zakładanie nowych szkół. Każdemu. Jak dowolny inny biznes.
  • Zlikwidować ścisłe wytyczne programowe zostawiając wyłącznie jeden egzamin państwowy maturalny. Niech jednak jego poziom będzie wyższy niż obecnie, niech będzie prawdziwym egzaminem dojrzałości.
  • Zlikwidować Ministerstwo Edukacji i kuratoria. Po co komu one na wolnym rynku?
  • Znieść obowiązek szkolny. Kto chce machać łopatą nie musi znać funkcji logarytmicznej. Względnie można pozostawić obowiązek rozciągnięty tylko na kilka klas szkoły podstawowej - tyle ile potrzeba aby nauczyć czytać, pisać oraz czterech podstawowych działań matematycznych. Akurat tyle aby ludzie zdawali sobie sprawę z kwestii tego jak rządy okradają ich pod postacią podatków.
W dalszej kolejności (gdy społeczeństwo żyjące w wolnym kraju dojrzeje już w większym stopniu do wolnego rynku) będzie można znieść bon edukacyjny.

Niech mi nikt nie pisze, że taki system spowoduje powszechny analfabetyzm. Żyjemy w czasach wszechobecnej prasy, telewizji i internetu. Większość osób ma konta bankowe. Prawie każdy podpisuje jakieś umowy (choćby o pracę). Każdy kto chce skorzystać z tych dóbr musi nauczyć się czytać i pisać. Trudno się także spodziewać aby większość osób nagle przestała chcieć. Postęp techniczny ciężko cofnąć. W Polsce zdecydowana większość osób posiada prawo jazdy, a przecież nie ma obowiązku wyrabiania go, a egzamin jest dość trudny i kosztowny. A jeśli jeden z drugim tępy idiota nie nauczy się czytać? A co właściwie mnie to obchodzi? Parę osób do łopaty zawsze będzie potrzebnych. Proszę się nie śmiać: zawód łopaciarza jest ważny i przydatny. Poza wykonywaniem istotnych dla gospodarki prac ziemnych osoba taka stanowi motywację do nauki dla przyszłych pokoleń. Tatuś może powiedzieć wtedy do synka "ucz się ucz, bo będziesz machać łopatą jak ten pan" I synek wtedy natychmiast pędzi do szkoły... Prywatnej. W której pracują świetnie umotywowani fachowcy uczący go samych pożytecznych rzeczy...

sobota, 17 lipca 2010

Podstawy prawa

Nie jestem prawnikiem, słabo się znam na prawie. Dla większości prawników, to automatycznie oznacza, że nie powinienem się wypowiadać na jego temat. Zwykle traktują oni dość agresywnie ludzi, którzy nie sami nie praktykując tego zawodu próbują wypowiadać się na temat tego co powinny zawierać przepisy. "Nie znasz się, to się nie odzywaj!" Stwierdzenie to może mieć sens w przypadku, gdy rozmawiamy na temat budowy domów, diagnozowania chorób, czy programowania komputerów. Jednak z prawem jest, MUSI, być inaczej. Prawo jest bowiem dziedziną, w której każdy Kowalski musi się orientować. Wszak jeśli Kowalski nie zna, bądź nie rozumie prawa, to jak ma go przestrzegać?!? A przecież prawnik zaraz doda jeszcze: "Ignorantia iuris nocet" (*) ... Dlaczego więc sejmy uchwalają ustawy tak długie i skomplikowane, że zrozumieć je może garstka ludzi i w dodatku tylko po długich i trudnych studiach?

Tymczasem prawo powinno być proste, a wątpliwości interpretacyjne, jakie by się przy jego stosowaniu pojawiły, powinny być rozwiązywane przez sądy przy współudziale adwokatów (to tam właśnie powinni się  najbardziej udzielać, a nie przy dyskusjach o kształcie prawa!). Jakie więc powinno być to proste prawo? Powinno mieć wiele cech, o których napisze przy innych okazjach, ale niektóre z nich są kardynalne, stanowią jego kręgosłup i charakter i od nich powinno się zaczynać analizując czy wprowadzić w życie każdy przepis. Są to trzy filary prawa rzymskiego, bez którego prawo nie jest prawem, a ... lewem :). Oto one:
  • "Lex retro non agit"(**) - Ta reguła chroni osoby działające w dobrej wierze i zgodnie z prawem. Jej brak naruszałby zaufanie do prawa i de facto negował jego sens. Naród, który nie dostaje od władzy tego prawa jest narodem niewolniczym, bo władza może post factum wprowadzić dowolną uchwałę robiąc z obywatela kryminalistę. Niestety władze czasem widząc swój dawny błąd próbują naprawiać go wstecz, tym samym łamiąc coś co powinno być absolutnie nienaruszalne.
  • "In dubio pro reo" (***) - To prawdziwy kręgosłup sprawiedliwego prawa. Nie uznając tej zasady otwieramy szeroko drzwi dla wielu pomyłek sądowych często łamiących ludziom życie. Lepiej, żeby 10 przestępców uszło na wolność niż skazano 1 niewinnego człowieka! Niestety zasada ta w kraju nad Wisłą nie obowiązuje w praktyce niektórych urzędów, np. Urzędu Skarbowego. Spróbuj sprawić, że urzędnik nabierze do ciebie podejrzeń - bez wyroku sądu natychmiast stracisz prawo do dysponowania swoją własnością...
  • "Volenti non fit iniuria" (****) - O ile pierwsze dwie zasady są współcześnie rzadko kwestionowane (przynajmniej w teorii) o tyle ta nie ma niestety w dzisiejszych czasach zbyt wielu zwolenników. A jest to prawdziwy fundament wolnego państwa, co doskonale rozumieli nasi dziadowie. Zgodnie z tą zasadą rację bytu tracą: wszelkie przestępstwa, w których nie ma pokrzywdzonego, wszelkie kary prewencyjne, legalne też stają się wszelkie krzywdy jakie człowiek (świadomy i pełnoletni) zadaje sobie sam. Komuś może się to nie spodobać, ale pomyślcie: człowiek wolny nie ma pana - sam jest swoim panem i może dowolnie decydować o sobie tak długo, dopóki nie krzywdzi drugiego. Jest to piękna myśl leżąca u podstaw libertariańskiego ładu społecznego, a jej brak we współczesnym prawodawstwie jest przyczyną powstawania wielu patologii i paradoksów życia codziennego. Będziemy do tej kwestii wracać jeszcze nie raz na tym blogu, bo jest ona warta promocji.
Jak widać nie trzeba doktoratu z prawa, by zrozumieć podstawowe zasady prawne. Dokładając do tego kilkanaście prostych ustaw można by skonstruować cały kodeks, a jego interpretacje pozostawić sędziom Wszak są trzecią władzą, czy nie? Dlaczego pierwsza władza tak ich ogranicza?. Niestety (p)osłowie zamiast tego wolą produkować opasłe tomiszcza uzurpujące sobie regulację każdego aspektu naszego życia. I pomyśleć, że nasza cywilizacja zaczęła od 10 przykazań, a teraz ma ich... 10 ton? 10 boisk piłkarskich? Jest w stanie ktoś w ogóle policzyć?



*) Nieznajomość prawa szkodzi.
**) Prawo nie działa wstecz.
***) Wszelkie wątpliwości należy interpretować na korzyść oskarżonego. Inaczej mówiąc oznacza to zasadę domniemania niewinności.
****) Chcącemu nie dzieje się krzywda.

piątek, 9 lipca 2010

Działkę z linią wysokiego napięcia, pilnie sprzedam.

Sejm uchwalił: sieci energetyczne inwestycjami celu publicznego

Żyjemy w kraju niewolniczym. O tym, że taki jest jego charakter świadczą następujące cechy:
* Niewolnik nie posiada swojej własności. Pan może mu ją, i owszem, przydzielić na pewien czas do użytku, ale w każdej chwili może ją zabrać i rozporządzać nią dalej według własnej woli.
* Pan może wymyślić dowolny przepis prawny ograniczający wolność niewolnika i niewolnik nie ma nic do gadania.
* Niewolnik musi pracować na swojego pana. Dawniej bezpośrednio, obecnie po to by móc spłacić mu daninę nazwaną dla niepoznaki podatkami.

Własność prywatna to w dzisiejszych czasach wielce podejrzana sprawa. No bo niby co to ma znaczyć, że jakiś egoistyczny kułak trzyma dla swoich partykularnych, niskich celów wspaniałe nieruchomości, które dla dobra ludu mogłyby na przykład służyć do zbudowania sieci przesyłowej energii elektrycznej? To skandal, że mógłby się domagać odszkodowania lub zaślepiony egoizmem zablokować newralgiczne dla pomyślności społeczeństwa inwestycje. Niech natychmiast oddaje ziemię, którą państwo powierzyło mu na chwilę w przechowanie i nie podskakuje bo trafi do paki. A że zapłacił za tą ziemię mnóstwo pieniążków? To już jego problem... I jeszcze zaraz sprawdzimy czy aby zapłacił podatek za użytkowanie gruntu (wg cen rynkowych nieuwzględniających sieci przesyłowej rzecz jasna)...

Zgodnie z nowymi przepisami uchwalonymi właśnie przez (p)osłów na mojej, twojej, pana, pani - każdego, działce można zbudować cytuję: "ciągów drenażowych, przewodów i urządzeń służących do przesyłania płynów, pary, gazów i energii elektrycznej oraz urządzeń łączności publicznej i sygnalizacji, a także innych podziemnych, naziemnych lub nadziemnych obiektów i urządzeń niezbędnych do korzystania z tych przewodów i urządzeń". Posłowie z komisji Przyjazne Państwo (!!!) chcieli jeszcze więcej dorzucić do tej listy, ale ci z komisji infrastruktury nie zgodzili się (łaskawcy). Dzięki temu nie powstaną na naszych działkach "wszystkie budowle i obiekty służące do wytwarzania i dystrybucji energii elektrycznej" Uff, to by dopiero było, np. "no panie Kowalski, pana działka nadaje się idealnie na stację transformatorową"... Ale pewnie,znając (p)osłów pogardę dla nas czyli niewolników, wszystko przed nami.

W ustawie można przeczytać i takie stalinowskie potworki: Jak już starosta wyda decyzję o pozbawieniu cię Twojej własności, to cytuję " Decyzji o niezwłocznym zajęciu nieruchomości nadaje się rygor natychmiastowej wykonalności. " No bo a nuż ktoś naiwny spróbuje użyć sądu do zablokowania jawnej przecież kradzieży. I PRZECIWKO TEMU KOMUNISTYCZNEMU PRAWU ZAGŁOSOWAŁ TYLKO 1 POSEŁ (słownie jeden). Nie wiem nawet kto, ale boje się sprawdzać, bo pewnie i tak zagłosował przeciw przez pomyłkę.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że żyjemy w państwie socjalistycznym? Takim, w którym byle urzędniczyna może zdecydować, że przez środek twojej działki przebiegnie nagle "ciąg urządzeń do przesyłania energii elektrycznej" dzięki czemu możesz już nigdy nie dostać pozwolenia na budowę w tym miejscu.

PS. Nie wiem jak sobie z tym ludzie poradzą, ale wiem, że gdyby przyszli do mnie, to bym się zgodził na postawienie słupa. I tak przecież z przepisem nie wygram. Za to co drugą noc wiatr przewracałby taki słup. A to pech...